la vida es el viaje mas hermoso...
Jak mi ktoś napisze "Głask", "Cmok", "Uwierz w siebie", albo będzie próbował mną werbalnie potrząsać, to wyrwę głowę i napluję do środka. Piekarnik już mam działający, ale na szarlotkę nie zapraszam, bo i tak nikt nie przyjedzie.
Praca to ZŁO
Przynajmniej w kontekście mojego życia osobistego, które, co tu kryć, apiać nie istnieje. A wszystko przez pracę, albo też jej brak. Po co było się wysilać, przez pół roku szukać gachów, skoro teraz żaden z tych cudem znalezionych nie ma dla mnie czasu? Kolega taksówkarz nie ma go zresztą już od ponad miesiąca, ewentualnie miałby okazyjnie po 2 w nocy, gdy kończy pracę. Kryzys, ludzie mało jeżdżą, paliwo drogie, więc trzeba żyłować i mieszkać na postoju. Oczywiście, mogłabym go wynająć za bynajmniej nie drobną opłatą, razem z taksówką. Ale na kiego mi taksówka?
Artysta za to wreszcie dźwignął się z kryzysu, przynajmniej w perspektywie z finansowego, gdyż dostał upragniony kawałek etatu. Jednak dla odmiany 130 km nie tutaj. Ponieważ zaś tutaj nadal ma kilka przedstawień w miesiącu, to na najbliższy okres czasu przeistoczy się w byt podróżny i nie będzie miał czasu, cytuję, "na nic i na nikogo". Za to korzystając z przymusowego odosobnienia będzie układał sobie w głowie, jak sobie ułożyć poza głową życie od nowa. Albowiem kryzys osobisty raczej mu się rozrasta niż mija.
Zaś mój mały, włochaty hedonista jako przeciwwaga (choć nieprównywalnie lżejsza od poprzedników) w ogóle nie ma pracy. Za to jej intensywnie szuka, co zajmuje mu czas i wysysa energię życiową. Naciśnięty lekko na brzuszek w tej kwestii zabzdyczył się, jak mówią w Suwałkach i zniknął w cyberprzestrzeni. Tymczasem źródła gachów wyschły i cisza na morzu. Mam jeszcze tylko w zanadrzu taką jedną obiecującą osobistość, ale żeby się poznać, to nie ma na razie czasu. Wszystko dzisiaj swołocz.
Gallina scripsit 2012-01-25 20:09:39
skomentuj (11)
Kiedy zamykam oczy
Ostatnio mało mi się śni. Albo raczej mało z tego pamiętam. Jeżeli cokolwiek, to nie z litego snu, ale z takich drzemek międzybudzikowych, na które mogę sobie pozwolić jeśli nie idę do pracy. Nawiasem mówiąc, w ciągu dziesięciu minut naprawdę dużo może się przyśnić. Dziś było wyjątkowo obficie - odwiedziła nas, mnie i Matkę, z którą razem mieszkałyśmy, para ludzi, poznanych w internecie na jakimś portalu społecznościowym, wyglądającym nieco jak Facebook, którym jednak nie był. Zatrzymali się u nas na kilka dni, bo mieli coś na miejscu załatwiać. Pranie im robiłyśmy, bo jakieś brudne łachy przywieźli. No i właśnie w praniu się okazało, że wyprany został też jakiś ultraważny formularz, konieczny do załatwienia wspomnianych spraw.
Awantura była znaczna, choć ja akurat czułam się całkiem niewinnie. No, bo co za ciul zbożowy przechowuje ultraważny formularz w kieszeni brudnych portek, które podrzuca komuś do prania. Jednakowoż zostałyśmy obsmarowane na portalu i nawet kilka osób uznało nas bezapelacyjnie za winne zniszczenia formularza, a tym samym uniemożliwienie znajomym załatwienia sprawy. Niektórzy nas nawet zablokowali! Obudziłam się bardzo zdziwona i z wrażeniem, że mam wielką chęć dać komuś w ryj. Które to wrażenie zresztą mnie nie opuszcza. Tylko jak tu dać w ryj komuś w realu z powodu snu o wirtualnej rzeczywistości?
Gallina scripsit 2012-01-23 23:00:08
skomentuj (5)
Współlokator, jak sama nazwa wskazuje, służy do mycia lodowki
To rzekłam, gdy Wąż zaczął szorować wnętrze Lewiatana, zrzędząc, że jest upaćkane. Taka jest właśnie jego rola, zaś moja polega na wkładaniu do lodówki różnych rzeczy, a następnie wyjmowaniu ich w celu przyrządzenia posiłku. Dziś na przykład wyjęłam jajka, od powoli biegających kur i posadziłam je wygodnie na kopczykach kaszy gryczanej. Uprzednio usmażywszy. Dorodnego brokuła, zakupionego po drodze, nigdzie już nie wkładałam, tylko od razu podzieliłam na cząstki i wrzuciłam na olej z posiekanym czosnkiem. Podsmażywszy całe towarzystwo wlałam nieco wrzątku, wsypałam sól, trochę cukru, mnóstwo majeranku, zakryłam rondel i poszłam szukać miłości w internecie. Z powrotem do kuchni przywołał mnie dojmujący smród spalenizny. Jakoś szybko się ten wrzątek wygotował. Brokuły pozostały jadalne, ale nie wiem, czy mój ulubiony i jedyny duży rondel to przeżyje. Módlmy się.
Gallina scripsit 2012-01-19 23:23:46
skomentuj (10)
Jak sobie pościelesz
Dzisiejszy dzień też mi się zaczynał opornie, tym bardziej, że z nikim nie byłam umówiona. Co więcej, byłam home alone, bo mój współlokator nie wrócił na noc do Gniazda. Pojawił się z lekkim szelestem dopiero w okolicach 11, gdy już pożarłam śniadanko i siedziałam sobie w kuchni w towarzystwie panów Manna i Materny na papierze, oraz dużej ilości papużek na szafce. Zaprawdę, powiadam Wam, że ja też chcę wracać do Gniazda o 11 i to w najwyższym stopniu niesprawiedliwe, że zaraz będzie pół roku jak wiszę na tych portalach i nadal nie mam od kogo, a Wąż tak ot, i już.
Ponieważ jednak nic na to nie poradzę, to przyziemnie i pragmatycznie wzięłam się za sprzątanie, zwłaszcza że kurz już zaczynał się dekoracyjnie fałdować na powierzchniach płaskich. Idąc za ciosem postanowiłam zmienić sobie pościel, bo już patrzyła na mnie dziwnie zamglonym wzrokiem, a jak ją zdjęłam z mej Materacowej Kanapy, to stwierdziłam, że pokrycie na niej jest takie jakieś zepsiałe, po czym ściągnęłam je i wepchnęłam do pralki. Skutkiem czego nie wiem, jak dzisiaj spać będę, bo bez pokrycia Materacowa stanowi trzy niczym nie spojone i nadzwyczaj niezależne kawałki gąbki, a pokrycie jakoś nie chce wyschnąć w try miga. Ale nic to, najwyżej uwiję sobie jakiś barłóg ze szmat i zwinę się na nim samotnie, chlip.
A w klimatach pościelowych pozostając, to posprzątawszy popełzłam do Matki, między innymi dostarczyć jej komplet pościeli, co to przeceniony został z 80 na 8 zł. Słowo pełznąć znakomicie oddaje sposób, w jakim się poruszałam, gdyż akurat temperatura wspaniałomyślnie spadła poniżej zera i wszystko efektownie zamarzło. Swobodnie poruszać się mógłby tylko łyżwiarz i w ogóle podnoszenie nóg było bezcelowe, a nawet niebezpieczne. Wzmiankowana zaś pościel okazała się wielce niespodziankowa, gdyż na pysku jej napisali, że ten szmat jest franel, tymczasem na składzie ma 100% poliestru. Ale może mi Matka pod nią nie zgnije.
Gallina scripsit 2012-01-15 00:00:55
skomentuj (11)
Satysfakcja mimo wszystko gwarantowana
Dzień dzisiejszy wcale nie chciał się zacząć. Co otworzyłam jedno oko, to drugie mi się zamykało. Ostatecznie mogłabym nawet spać i do wieczora, ale byłam jakby umówiona na popołudnie. Artysta chwilowo nieczynny, ale w końcu mam jeszcze na stanie mego Klina. Kochane, małe, włochate, interaktywne stworzonko, które pitoli poważnie i niepoważnie, oraz nakrywa mnie kocykiem, żebym nie zmarzła. W pokoju, który i tak nagrzałam do jakiś tropikalnych temperatur ze względu ma delikatne zdrowie mego gościa. Stanowczo należało mi się trochę słodyczy, po tych ostatnich goryczach.
A wieczorem, gdy Wąż wrócił z kina, w którym się ukrył wygnany z Gniazda, stworzyłam bardzo szybki i od urodzenia bardzo przeterminowany cocktail mleczny. Albo raczej maślankowy. Maślanka, a raczej to, co obecnie za nią uchodzi, została wyciągnięta w zaprzyjaźnionym sklepie spod lady, gdzie kryła się przed Sanepidem z racji mocno przekroczonego terminu ważności. Ale wiadomo, że większość terminów ważności to fikcja literacka. Wsad owocowy natomiast pochodził ze starożytnego i zakurzonego słoja znalezionego przez Węża na śmietniku. Brzuch słoja zdobny był w nalepkę o treści "jagody", a kto, jak kto, ale my nie pozwolimy szczeznąć na śmietniku litrowej składnicy jagód. Słój ma brata-bliźniaka, który na razie nie pozwolił się otworzyć, ale może w końcu ulegnie i da się dobrać do swej lepkiej zawartości.
Cocktail też wyszedł prima sort.
Gallina scripsit 2012-01-10 00:02:27
skomentuj (15)
Urodziuro
Urodziny obchodzę wyłącznie jako formę wymuszenia na osobach, które to co nieco rusza. I na przykład wczoraj wymusiłam z tej okazji na Artyście rozkoszne 2,5 godziny wśród muzyki i filmu. Tym razem nie pękałam ze śmiechu w duszy, ale byłam publicznością interaktywną i nawet mnie słuchano, czyli jest postęp. Choć akurat na innym polu cofka. Sprawę tego co i jak jest między nami wyjaśnialiśmy sobie później SMSami, bo jakoś się nie składało vis a vis. Znamy się już przecież całe aż 18 dni i wypadałoby coś ustalić, żeby sobie nie zrobić większej krzywdy niż dotychczas.
Gallina scripsit 2012-01-06 22:52:06
skomentuj (8)
Wyszło jak zwykle
To miał być Sylwester niemal taki, jak mój wymarzony. My dwoje w domku w lesie. Śniegu wprawdzie niet, ale wilgotny las ma tak piękne, mocne kolory. Jest ogień w kominku, spokój, smażenie naleśników, przytulone oglądanie filmu i szampan. Tylko, że Ty nie umiesz zrobić ciasta na skondensowanym mleku, które kupiłam. I nie lubisz szampana. Przytulić się mogę, ale Tobie to nie sprawia przyjemności. A spokój jest pozorny, bo pod nim jest smutek i duchy przeszłych Sylwestrów i tych pewnie planowanych, co już teraz bez niej. A ja, podmiot liryczny, jednak źle sobie radzę z odrzuceniem. I rzucam butelkami ku uciesze psa.
Więc może jednak ja i las noworoczny. Ścieżki, które są tak proste, że widać bardzo daleko i chce się nimi iść aż na drugą stronę Świata. I wiesz przecież, że nie będę kim innym i nie zalepię Ci dziury w sercu. Ale mogę zrobić jajecznicę ze szczypiorkiem na śniadanie w samo południe. Oraz gorących herbat ilość niezliczoną, kiedy marzniesz naprawiając samochód. A inny Ty i inna ja pewnie mieliby niezapomnianego Sylwestra.
Gallina scripsit 2012-01-02 23:06:34
skomentuj (25)
Choć hurza buczy wokół nas
Dotarłam dziś do Gniazda w śnieżnej zamieci, a lewa ręka robiła mi intensywnie za wycieraczkę. Chuck Norris to przy mnie wypierdek, a prawo jazdy powinnam dostać honoris causa. Czy muszę dodawać, że jak tylko dojechałam, to przestało padać?
Gallina scripsit 2011-12-31 00:12:21
skomentuj (10)
Jak zostałam publicznością
Wracając do tematu portali randkowych i kogo można tam napotkać, to w jakim innym miejscu ja, Ptak, mogłabym poznać młodego aktora scen polskich? A nawet filmów polskich, gdyż powiedział też dwa słowa w pewnej szalenie popularnej komedii i pewnie nawet wziął za to pieniądze. Oprócz tego kolega jest okropnie muzykalny, ma swój zespół, piękny głos i mnie u swych stóp w tym momencie. Bo mi się nie zaimponuje samochodem, mieszkaniem, strojem, znajomościami, nawet intelektem i erudycją, ale talent muzyczny to jest coś, co mnie rozkłada na łopatki. Mnie samej nadepnął na ucho wyjątkowo ciężki słoń i jestem w stanie zaśpiewać "We are the World" na melodię "We are the Champions".
Do kompletu kolega jest zdecydowanie artystą, czyli egocentrykiem i ma mnie centralnie w zadku. Zadek ów jest akurat wybitnej urody, ale nie wiem wcale, czy to pocieszające. Dwa nasze spotkania, to za każdym razem była autoprezentacja Artysty. Innymi słowy, on pokazywał mi swoje zabawki, a ja sobie siedziałam, wznosiłam entuzjastycznwe okrzyki w odpowiednich momentach, a w duszy pękałam ze śmiechu. Bo jeszcze nie spotkałam kogoś, kto tak mało byłby zainteresowany tym, kim ja jestem i co mam do powiedzenia. Aczkolwiek bawiłam się doskonale. I tym razem naprawdę z płaczem stwierdzam, że znów nic z tego nie będzie. Fuck.
Gallina scripsit 2011-12-28 10:57:39
skomentuj (4)
Grey Christmas
Z zimowych świąt najbardziej lubię kompot z suszu, więc go ugotowałam. I spijam. Poza tym bezstresowo. W tym roku nawet Wąż nie miał chęci na choinkę, czyli urlop, laba, wakacje. W Wigilię pracowałam do 14 i w ramach prezentu od Św. Pogodołaja mogłam w obie strony pojechać Bzyką. Pierwszy dzień świąt zamierzałam przespać, ale ostatecznie coś mnie ruszyło z posad i powiem Wam, przyjaciele i sąsiedzi, że jeszcze takich świństw nie robiłam w Boże Narodzenie. A dziś mam już lekką trzęsawkę ze względu na jutro.
A jako highlight tegorocznych świąt mamy życzenia:
Bogatego Mikołaja, co ma wypolerowane... sanie. I prezenty kładzie na nie.
Jak również wiadomość z Watykanu:
W tym roku Benedykt XVI wyjątkowo odprawił pasterkę. Była zawiedziona, bo zawsze pozwalał jej zostać...
A na koniec wizytę Policji, także u mojej Matki, gdyż albowiem rodzicielka Węża nie mogła się do niego dodzwonić i zgłosiła zaginięcie.
Gallina scripsit 2011-12-26 13:55:10
skomentuj (7)

|
|
|
|
The owner
wygląda tak:
Wariat - człowiek percepcyjnie odmienny, cierpiący na dużą niezależność umysłową.
Oxygen the Bird
My velvet sweetheart
księga gości
2012 styczeń 2011 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec
ABCD bezodwrotu = Stardust barbarella doggiedaisy = Daisy aga-koty-klopoty alty babski-motyw be-re carramba = Halka cashew change-of-seasons = Małgośka chockolada cloudy co-ze-mnie-wyroslo daffo deus dintojra ds
EFGH grossboss emuemi evva farewell-my-lovely fenix-felix fringilla gadzi = Ewe girri gogenzola gudrun helena
IJKL imieniny-kota idiomka kura-w-gorach = Kwoka na Dolinie issue kalevala = Agne k-a-ta-r-z-y-n-a kociubinska kot-wspanialy lumpiata lustrzane-odbicie
MNOP perdo pierzynka marmonka mattkapolka merigold mignona missbartender = Meg mlodamezatka moje-waterloo motyla-noga narzeczona-lukego odchudzam-sie od-rana-do-wieczora passkuda peensleep pierwszaklasa
RSTU scarabee radziecki-termos = Bajka skafander-i-hiena sobie-a-muzom szarosc szeherezada-stiepanowna szybkozapominam = Kay tasso thea towarymieszane = Cot traszka tuv
WVXYZ waiting warkot = Biko zapiski-tesciowej
Mnożenie bytów = mój drugi blog lektury-pewnej-kury Przyczółek Wysunięty, czyli My Extended Bridgehead
Bygones = nielot.blog grudzień 2003 styczeń 2004 luty 2004 marzec 2004 kwiecień 2004 czerwiec 2004 lipiec 2004 wrzesień 2004 listopad 2004 styczeń/luty 2005
Written with a Claw Story One Story Two
What's a bird? Long ago with a Camera Little Furry Fellows My mother - the Hen
|