Wszyscy wszędzie teraz chcą pomagać innym. Taki czas. Mnie się teraz trochę lepiej powodzi niż parę lat temu, więc też się dorzucam to tu, to tam. Kupiłom kalendarz, zalicytowałom kilka drobiazgów, które z kolei prześlę ludziom, którzy z radością drobiazgi przyjmą. Eskulap też zrobił aukcję dla potrzebujących jamników, a ja dołożyłom kilka swoich skrzydłodzieł, które mi się nie sprzedały w biżutowym sklepiku, ale teraz też nikt ich nie licytuje. Nie mają szczęścia w życiu, podobnie jak ich producentka. Ale jeśli zaglądają tu fejsbukowcy chcący wspomóc jamniki, to może zajrzą i wybiorą jakiś prezencik

Zainteresowałom się też Szlachetną Paczką, ponieważ moje miejsce pracy w tym roku wspiera tę ideę. I przypomniało mi się, czemu jakiś czas temu przestałom się interesować. Jakkolwiek dobrze mi się powodzi i mogę komuś ufundować nocną lampkę oraz oddać kiedyś wymarzone Scrabble, w które nie gram, to nie mam tyle zasobów, by kupić pralkę, mikrofalówkę, czy opał na zimę. A tu wszystko, albo nic. Może daleko mi jeszcze do tej pani, która zjebała nas dowiedziawszy się, że wsparcie BDS nie polega na tym, że rozdajemy listę zakupów, które ona potem zostawi w punkcie za kasami. Ona nie ma czasu na takie pierdoły, żeby wchodzić na stronę internetową i się zastanawiać. Ja za to nie jestem w stanie skrzyknąć grupy, która zgromadzi dla wybranej rodziny to wszystko, czego potrzebują. Trzeba działać inaczej.