To akurat potrafię. Dajcie mi starszego pana, byle niespecjalnie eleganckiego, bo z takim może być ciężko, a zauroczę go w try-miga. Dziś zauroczyłom pana gazownika i to tak skutecznie, że musiał potem telefonować, żebym dopisało na protokole coś, o czym on zapomniał, cytuję, zauroczony swoją klientką. Cóż, byłom sobą. Zrobiłom herbatkę, porozmawiałom, brałom czynny udział w wyginaniu rury na poręczy schodów i osadzaniu jej na właściwym miejscu, a na koniec pomogłom staszczyć do samochodu liczne skrzynki z narzędziami. Starsi panowie zawsze się radują przy niewiastach krzepkich i największy podziw osobistego dziadka zyskałom, gdy samorzutnie na wóz skoczywszy, zaczęłom szuflować ziemniaki do kosza.

Niestety, na młodzież męską po trzydziestce to nie działa. Taki będzie wyrywał ci plecak, choć to twoja torebka i ciężko się obrazi, gdy samodzielnie wniesiesz osobisty rower na pierwsze piętro. I na nic tłumaczenia, że wnosiłaś już maszynę nawet na piąte bez uszczerbku na zdrowiu. A potem będzie się taki skarżył na forum internetowym, że kobiety myślą, że są księżniczkami i nawet dwóch bułek same nie przyniosą ze sklepu. I weź tu zrozum. U młodych panów nie mam szans.