Stoję sobie, ja – Ptak, pod skrzynką na listy w bloku mej Matki – staruszki i usiłuję spośród naręcza ulotek i gazetek reklamowych wydłubać korespondencję, jak najmniej roniąc na podłoże. Pomimo mych wysiłków jakiś zbędny papiór jednak ulega grawitacji, a ja się fachowo obniżam, by go pozbierać. Jestem w połowie ugięcia kolan, gdy słyszę z ust młodzieży męskiej schodzącej po schodach:

„Po co pani zbiera? Posprzątają…”
„Doprawdy?” zapytuję „A jeśli to ja tu sprzątam?”
„A sprząta pani?”
„Tu akurat nie, ale gdzie indziej owszem i dlatego zawsze sprzątam po sobie.”

Młodzież owa wygląda przyzwoicie, nosi eleganckie paletko i czyste półbuciki. Pewnie ktoś jej pierze, czyści i pastuje. Oraz zbiera ogryzki od jabłuszek rzucane pod biurko. Jakiś ktoś. I wiadomo teraz, skąd się biorą choćby w BDS te paragony na podłodze, papierki obok kosza na śmieci, gazetki rozwleczone po szafkach obok stojaka, kredki na dywaniku w kąciku dzieciowym. Zostawione dla tego ktosia, który sprząta. Żeby się czasem nie nudził i nie czuł zbędny.