Sprzątanie przy większej ilości puszczonego luzem ptactwa stanowczo stanowi wyzwanie. A swego czasu chciałom brodzić po kostki w przepiórkach. Teraz po przeprowadzeniu dokładnej analizy stwierdzam, że najskuteczniejszy byłby przemysłowy odkurzacz stosowany przynajmniej raz dziennie. Oczywiście równolegle z gównożem. Gównóż jest to, jak sama nazwa wskazuje, nóż służący do skrobania guano. Podobno guano świetnie się sprawdza jako nawóz pod róże. Czy ktoś z obecnych hoduje róże? W razie czego, służę.

A dziś podczas użytkowania powyższego narzędzia najszła mnie refleksja i wyobraziłom sobie, że biorę udział w programie tej blondynki z wytrzeszczem, co straszy flejtuchów białą rękawiczką. I właśnie jest już ten ostatni etap, już wszystko wysprzątane, wylizane, już cały dom lśni jak psu czoło, już przychodzi prowadząca na inspekcję. Przesuwa złowieszczo urękawiczoną dłoń po co bardziej podejrzanych zakamarkach, a tam nic. Ani molekuły kurzu. A wtedy nagle w kadrze pojawia się małe, szare piórko i wirując, w zwolnionym tempie, opada. Rzut kamery na wzmożony wytrzeszcz blondynki. Napięcie rośnie. Muzyka ze „Szczęk”. I wtedy buch! Puszek ląduje jej na głowie niczym Kamil Stoch na zeskoku.

Oscar za reżyserię i zdjęcia dla mnie. Chciałom podziękować wszystkim, którzy jeszcze nie wyszli.