Na ogólne pocieszenie Ptaka zrobiłom sobie dziś spacer. Ponieważ Eskulap i Jamnik nocowali dziś w Gnieździe, to poprosiłom o zawiezienie mnie do pracy, skąd zamierzałom wrócić pieszo, przebywając 12 kilometrów. Oczywiście mój zamiar spotkał się z przerażeniem i usiłowano mnie od niego odwieźć, ale się zaparłom. Niby mogłobym po powrocie z pracy obejść park dwa razy dookoła i w sumie na to samo by wyszło, tylko bałom się, że po tymże powrocie nie będzie i się już chciało wyjść. Natomiast zostawione w niedzielę wieczorem pod BDS bez środka lokomocji nie będę miało wyjścia.

Poszłom zatem, robiąc zdjęcia chmurom póki było światło i gładząc wszystkie napotkane po drodze winniczki. A po deszczu wyroiły się ich istne stada, więc ten proceder przynajmniej o kwadrans wydłużył mą marszrutę. Ale nie mogę się oprzeć tłustemu ślimakowi, który statecznym pędem pokonuje chodnik na przełaj. Widziałom też nietopyrza i mgłę, która pchała się od pól na tyły mijanych gospodarstw. Nawdychałom się zapachu trawy, porządnie zmoczonej deszczem i jestem znacznie bardziej zadowolone niż 24 godziny temu.