Na początku był początek, czyli wzorcowa deszczowa piosenka ptasia z pętelką:

- Pada deszcz na ptaki, pada mokry taki, a po deszczu chodzi ptak i piosenkę śpiewa tak: pada deszcz na ptaki…

I tak dalej, w koło Macieju. A dalej można tworzyć dowolnie, zależnie, kto aktualnie został zmoczony. Dziś szło w ten sposób:

- Pada deszcz na mnika*, mnik z deszczu umyka, woli zwinąć się w kuleczkę i podrzemać choć troszeczkę.

- Pada deszcz na Hondzię, a Hondzia się cieszy, bo po dniach bez deszczu czystością nie grzeszy.

- Na Drakulkę** deszczyk pada, Drakulka jest z tego rada, bo odmoczy te kałmocze, co zostały jej po sroce.

- A Hondzia jednak trochę się gniewa, bo spadły na nią też kwiatki z drzewa. Wprawdzie jest teraz bardziej umyta, lecz w żółte cętki cała spowita.

A potem przestało padać i pojechałom do roboty. I kwiatki mi zwiało.

* jamnik. W myśl zasady ja mnik, ty mnik, on mnik itd.
** samochód mego kolegi, pochodzenia rumuńskiego. Samochód, nie kolega.