Tak sobie dziś stałom pod garażem wieczorową porą i słuchałom pipczenia. Coś pipczało cieniutko bardzo jakby daleko. Nie mogąc zlokalizować źródła spojrzałom w górę i oto były! Faktycznie bardzo daleko, ponieważ bardzo wysoko, krążyło stadko jerzyków, pipcząc na wyprzódki. Jeszcze kilka lat temu wcale ich nie było w mojej okolicy, a w tym roku istny wysyp. Być może mają z tym coś wspólnego małe, drewniane budki, które zawisły na szczytach bloków na całym osiedlu. Anyway, mnóstwo czarnych sierpików przecina niebo, zwinne są i bardzo akustyczne. Urocze te ptaszyny mają tak zbudowane nóżki, że w zasadzie służą im one nie do chodzenia, a jedynie do zawisania na jakimś występie skalnym lub blokowym. Ja jestem nielot, a one niechody. Ponoć nawet śpią w locie, co wcale nie jest takie dziwne, bo na przykład ja dziś wracałom z pracy na autopilocie, cicho pochrapując. Żeby spać w locie wystarczy być zatem odpowiednio zmęczonym, CBDO.