Zabrałom się do tego zadania metodycznie, choć początek był zgoła przypadkowy. Mianowicie miałom sen. Śniło mi się, że ktoś dał mi prezent – cudny, żywy i puszysty – oswojoną nimfę imieniem Stefan. Po przebudzeniu pomyślałom sobie, że uroczo byłoby rzeczywiście dostać taki prezent, ale w sumie jedyną osobą, którą mogłaby mi go dać jestem ja samo osobiście. Ostatecznie, skoro jestem ciężko samotne, uporczywie nikt mnie nie chce pokochać, a Matka mi się cofa w rozwoju, to może dodam kogoś do mego stada. Zatem wzięłom się do roboty i przeczesałom okolicę w poszukiwaniu nimfiego niemowlęcia, które mogłobym oswoić, bo moje dinozaury jakoś nie chcą się nieść tego roku. I tak oto rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu – właśnie skończył trzy miesiące, ma upierzenie w białe kropeczki, zawzięty wyraz dzioba i pochłania resztki mego wolnego czasu.