Idą wybory. Uwidacznia się ten fakt w ilości ryjów na płotach. Jakoś to znoszę. To nie moje płoty. Na swoim bym żadnego kandydującego ryja nie wywiesiło za żadne pieniądze, a proponującego pogoniłobym grubym kijaszkiem. Niestety, ryje zaczynają się też wysypywać ze skrzynek docelowo przeznaczonych na korespondencję, która to funkcja zachowała się głównie w nazwie „skrzynka na listy”. Ostatnimi czasy są to głównie skrzynki na ulotki reklamowe, a teraz jeszcze na ryje wyborcze. Jakaś niesympatyczna na oko dama uwiesiła się też na gumce do klamki mieszkania Matki, skąd zdjęłom ją zgrzytając dziobem. A dziś z osobistej skrzynki wyjęłom cały plik innej damy, wśród której mozolnie musiałom doszukiwać się własnej korespondencji. Wiem, że to za chwilę minie i zostanie gazetka z Netto, w którym nie kupuję plus zaproszenie na bezpłatne badanie słuchu, na które się nie wybieram, jednakowoż wzbiera we mnie chęć, by wziąć ten plik, udać się do biura tej pani i walnąć jej to na podłogę. Skoro ona może śmiecić u mnie, to i mnie wolno u niej.