Dziękuję Wam za słowa wsparcia i otuchy. Niestety, nie potrafię mówić do Matki wiedząc, że jej nie ma. Gdyż nie wierzę, że jest gdzie indziej. To ponura strona bycia ateistą. Z drugiej strony cieszę się, że nie cierpiała, nie musiała więdnąć długo, zanurzając się w niepamięci i coraz mniejszej sprawności fizycznej i umysłowej. Coraz trudniej było mi być dla niej dobrym, bo ona już coraz mniej była sobą i bałom się, że przestanę kochać tę wystraszoną, słabą staruszkę, w którą zamieniała się moja wesoła, rozmowna, ciekawa świata Matka.

Czynię niemrawe próby życia dalej, ale mi nieco trudno. Samotność mnie dobija. I tak byłom samotne, bo poza Matką element ludzki spotykałom głównie w pracy, ale teraz jednak jestem samotne bardziej. Nie mogę już złapać za telefon, gdy mnie coś zachwyci, ucieszy, zdenerwuje, albo gdy któryś z chłopaków daje głośny koncert. Nadal jednak mam ów odruch łapania za telefon, gdy wychodzę w pracy na przerwę i gdy wracam z pracy do Gniazda. Trzeba się wszak zameldować. Tymczasem już przecież nie trzeba. Robiąc zakupy szukam tańszych bananów, bo Matka niczym małpa, banana dziennie musiała wchłonąć. Rozglądam się za jakimiś szprzętami, które miałom dla niej kupić, typu suszarka do naczyń, bo stara bardzo już nieświeża. Uradowałom się, dostawszy od koleżanki kupon do Audioteki, bo na Matkowe słuchadełka poszedł już majątek. Wiem, że to minie, uleży się, banany i jabłka Lobo będę w końcu mijać obojętnie, ale to mnie wcale nie pociesza, bo fajnie jest kupować banany komuś kogo się kocha. I czasem kluchy na parze, choć to nie same szczyty zdrowej żywności.

Jak zwykle mój organizm pod wpływem stresu ucieka w sen. Na szczęście pracuję prawie wyłącznie po południu, bo docieranie do roboty na piątą widzę obecnie mocno tak sobie. Ostatkami siły woli wykopuję się na trening, bo w sumie nie muszę już być takie sprawne, mogę się spokojnie rozeschnąć, bo nikt mej sprawności już nie potrzebuje. Oczywiście otoczenie już ma swoje wizje mego dalszego życia – teraz mogę na przykład wyjechać za granicę, jakby Matka była tą kulą u nogi zatrzymującą mnie w Polsce. Mogę też zająć się sobą, ale nie szydełkować, bo to dla starych bab, ale zająć się sobą. Wykrywam tu jakieś podteksty. Wiem, czasem trudno zrozumieć, że istota ludzka niestara jeszcze, nieodrażająca i nawet niegłupia jest singlem z innych powód niż opieka nad starym rodzicem. Owszem, codziennie chciałobym pieprznąć to wszystko w kąt i zostać pustelnikiem w Laponii, ale patrzy na mnie z rolety pięć par okrągłych oczek. Z pewnym wyrzutem. To na razie jeszcze tu zostaję.