Nie, nie wpadłom w szpony nałogu. Chyba mi to nie grozi, prędzej zemrę na galopujące zatwardzenie z powodu spożywania nadmiernej ilości czekolady. Natomiast starożytna rura odpływowa w kuchni wybrała sobie zeszły tydzień na dokonanie rozpadu i to w momencie, gdy pralka była na chodzie. O czym mnie oczywiście nie uprzedziła i gdy poszłom wyjąć pranie, to spod paneli wytrysnęły efektowne fontanny. W tym samym momencie do drzwi zadzwoniła sąsiadka z dołu z informacją, że u niej cieknie. Poinformowane dwustronnie rzuciłom się na połów wody, w którym to celu musiałom zerwać 3/4 podłogi, a niegrzeczna ciecz wyłaziła jeszcze spod szafek. Skakałom z mopem, w podwiniętych gaciach, gdy znów zadzwoniła sąsiadka.

- Po ścianie mi cieknie! Jak moja kuchnia wygląda! – jęczała.
- A chce pani zobaczyć, jak moja kuchnia wygląda? – spytałom nieżyczliwie – Opanowuję sytuację. Mam tę wodę wypić, czy jak?

I zamknęłom jej drzwi przed nosem. No, nie trafiła w mój dobry moment.

Zadzwoniłom po Eskulapa, żeby mi pomógł wyciągnąć szafki. Nie, żebym ich samo nie mogło wyciągnąć, ale przecież obraziłby się śmiertelnie, gdybym go nie poprosiło o pomoc. Przyjechał i stwierdził, że wywalamy je od razu na śmietnik, bo i tak trzeba kupić nowe. To samo z żeliwnym zlewem, pod którym szafka się rozpadła i pieprznął na podłogę, niefortunnie się obijając. Ponieważ w obliczu ukochanego bywam mało asertywne, to się zgodziłom i powynosiliśmy. Mój przyjaciel zlew zniknął w ciągu kwadransa, szafki potrzebowały całej nocy, żeby się zdematerializować. A ja zostałom bez kuchni.

I tak sobie bez kuchni trwam i jeszcze potrwam. Jak tylko miałom chwilę, to udałom się do Liroya i położonej obok IKEI w celu rekonesansu kuchennomeblowego i po powrocie pogrążyłom się w rozpaczy. Noż, nic mi się nie podoba. Albo inaczej, wszystko mi się podoba, tylko nie do mojej kuchni. Wszystko jest takie NOWE i porządne, a ja całe życie miałom szmaciarskie meble i wśród takich dobrze się czuję. Tak, to jest okazja na porządny remont i urządzenie funkcjonalnej kuchni, ale ja jeszcze nie skończyłom pokoju i łazienki, a i tak mi doszło Matki mieszkanie do posprzątania i sprzedania. Planowanie kuchni mnie przerasta, a nie wstawię byle czego, bo znając życie, tak mi zostanie na zawsze. Przepłakawszy na ten temat cały dzień postanowiłom, że odpuszczam. Przewlokłom do kuchni wielki blat z kącika informatycznego Węża, przesunęłom pralkę pod kran, jedyną ocalałą szafeczkę w drugi koniec i na nich go oparłom. Takiego szerokiego blatu to nigdy nie miałom! Pod kranem siedzi miska, a na większe zmywanie się chodzi do łazienki. Pod blatem siedzą kartony na garnki i inne krupy, i przywiozłom też z Matki mieszkania małą, piękną etażerkę, która stała kiedyś w moim pokoju. Co trochę coś przestawiam, weryfikuję stan posiadania, ale na razie jest dobrze. Odetchnęłom.