ptasia-grypa

Gniazdo Bis

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Czemu znowu telewizor musiał się przewrócić? Kto zna dalszy ciąg?

Podobno Stanisław Lem zastanawiał się kiedyś, co się stanie, kiedy w jadącym samochodzie wyciągnie się kluczyk ze stacyjki. I podobno kiedy wożony był samochodem, to go kusiło. Żeby wyciągnąć. Mnie tam akurat nigdy nie kusiło, ale wyciągnęłom niechcący i wiem. Nic się nie stanie. Eee, kicha…

Popełniłom wczoraj błąd, a nawet wielbłąd, bo skusiłom się na posiłek na zakładowej stołówce, zapominając, że potrafią tam nawet gotowane ziemniaki uczynić mało jadalnymi. Stołuję się tam czasem z wrodzonego lenistwa i czasami zjadam wspomniane ziemniaki z surówką. Jak ktoś wtedy wchodzi i życzy mi smacznego, to odpowiadam, że się staram. W piątki bywa miło, bo jest dość jadalna ryba, niestety w grubej panierce i całkiem smaczna surówka z kiszonej kapusty. Pojawiają się naprawdę dobre pulpety rybne oraz warzywne kotlety, ale tak jakoś raz na miesiąc. Do kaszy gryczanej nie sięgam pamięcią, a jęczmienna występuje w postaci niesłonej papki. Ryż jest tylko parboiled, czyli jak mawia lud, paraboliczny i często jest naprawdę tylko parboiled, a tak naprawdę nie boiled, czyli strasznie twardy. Wiem, ryż powinien być al dente, ale może nie tak, żeby dentysta miał potem robotę. Surówka z marchwi pojawia się albo jako suche wióry marchwiane bez omasty, albo dla odmiany w zalewie śmietanowo-chrzanowej. Buraczki na zimno są przyrządzane z dodatkiem cebuli, co samo w sobie nie jest grzechem, ale owa cebula jest krojona tak drobno jak paznokieć u wielkiego palca. Proponowałom już, żeby ją może wrzucali w połówkach. Efekt smakowy będzie podobny, a łatwiej wyciągnąć.

Zupy to z kolei całe morze Maggi. Nawet zupa rybna, skądinąd pełna smakowitych kawałków łososia, okazała się w smaku słono-gorzka od nadmiaru tej przyprawy. Raz była jadalna szczawiowa, która była kwaśna. Może twórca zaakceptował tę kwaśność i nie starał się jej zamaskować. Niestety, po jednej łyżce wczorajszej „pomidorowej” poczułom, że zaraz mi język spuchnie i poprosiłom o dolanie mleka. Żadna ze mnie Magda Gessler, lubię kuchnię prostą, mogą być te ziemniaki z surówką, kasza z jarzynką, zwykła zupa, ale na Gacie Wszystkich Świętych, trochę szacunku dla produktów i dla konsumentów. Rzekomej pomidorowej, o kolorze ścierki po wycieraniu soku z pomidora, zalanej w trupa Maggi, mówimy stanowcze nie.

Pokazać Wam ptaszka?

9 komentarzy

Proszę uprzejmie:

Asha1701mini

Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich to jest miejsce, które muszę sobie zwiedzić jeszcze dokładniej.

Asha1684mini

Asha1712mini

A nawet po nim pobiegać. Jak mi oddadzą samochód, bo dotarcie tam bez własnego środka lokomocji może być niewarte świeczki, a Eskulap pewnie by mnie podwiózł, ale na bieganie go nie namówię za skarby świata. Jego biegalność jest ujemna. Ale ma mnóstwo innych zalet. Oraz Jamnika. Wczoraj robiłom za niańkę do Jamnika, bo pan zaraz po pracy pojechał leczyć ząbki. Proszę znaleźć jamnika na poniższym obrazku.

Photo0238mini

A mówiąc samochód, to oczywiście Hondzię odstawiałom do warsztatu, kiedy lało jak głupie. A może raczej zaczęło lać, kiedy wyszłom z domu. Rzecz jasna już jakiś debilozaur mrugał mi długimi, bo stanęłom przed zieloną strzałką, a inny kozak wyprzedził mnie na lewoskręcie na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu. Zawsze bałom się ruchu ulicznego nie z braku zaufania do własnych umiejętności szoferskich, ale z obawy przed wariatami na drodze. Za to z warsztatu podwiózł mnie przemiły starszy pan, który właśnie odbierał swą starą Toyotę. Jechał sobie przez miasto czterdziestką i pytał „Dokąd się ci ludzie tak spieszą?” No, właśnie. I jeszcze wręczył mi nieco rozdeptaną czekoladkę Merci, choć w sumie powino być odwrotnie.

Znów tydzień mija, a ja niczyja, pardąsik, a ja dopiero teraz o czymś piszę, ale jakoś tak. A w zeszłą sobotę całkiem przypadkiem oraz znienacka znalazłom się na Festiwalu Kinetycznej Sztuki Światła. Nie żebym nie lubiło światła, zwłaszcza ruszającego się, ale bardziej niż lubię światło nie lubię tłoku, więc raczej się nie wybierałom. Ale gdzieś musiałom zaczekać na Eskulapa, który przebywał z wizytą. Co symptomatyczne wizyta owa była u jednej koleżanki i jej partnera, a zaproszony był kolega owego partnera z małżonką oraz kolega owej koleżanki, czyli Eskulap z kolegą. Normalnie jakiś dżender wyszedł. Zatem przechowałom się na Festiwalu i nie żałuję. Tłok roztrącałom Grubolem i zbierałom świetlne wrażenia. Zdjęcia jakieś próbowałom robić, bo to taki instynkt, że jak coś pięknego, to trzeba sfocić, ale to jednak nie to. Bardzo ładne zdjęcia, dobrze oddające rzeczywistość znalazłom tutaj, dużo też jest na YT filmików z pokazów, choć muzykę, która fantastycznie współgrała ze światłem niestety słychać słabo. Cieszę się więc, że widziałom to na żywo, bo przeżycie niezapomniane.

output_kJMIap
A tak pozaświetlnie, to zawiadamiam moje-waterloo, że jej blog zżera moje komentarze. Smacznego, ale czuję się nieobecne.

I bardzo milusio z jej strony, bo znów zepsułom samochód. Albo raczej odnowiła mu się stara kontuzja i trzeba było szyciutko wskoczyć na siodełko. Dziś przed świtaniem gnając przez mgłę nieco zmarzłom pomimo grubej otuliny, ale w drodze powrotnej wczesnym popołudniem było naprawdę przyjemnie. Mniej przyjemnie zrobiło się, gdy na drodze uformował się koreczek, który następnie przekształcił się w objazd przez wsie okoliczne. Drogę zamknięto z powodu wypadku. Jakiś gnój wjechał w ludzi przechodzących na pasach. Słów mi brak na ten temat, to chwilę pomilczę.

A we wsi okolicznej za zakrętem nagle znów koreczek i to wcale rozległy, z tych wszystkich objeżdżających utworzony. Nie czekałom, by sprawdzić, co się tam z kolei stało. Zawróciłom i skręciłom w leśną drogę wertepiastą. Bardzo wertepiastą, mówiąc łagodnie. Hondzia zostawiłaby tam niechybnie podwozie, ale Bzyka, która jest z urodzenia terenówką, była zachwycona i zachowywała się jak enduro.

Moja instruktorka mówiła, że kiedy zrobię prawo jazdy, nie będę już chciało jeździć skuterem. Myliła się. Lubię prowadzić samochód, ale jazda Bzykunią to kupa frajdy. Może z wyjątkiem tych wszystkich warstw odzieży, ale ojtam.

Ścieża przeze puszcz

3 komentarzy

Trochę się znów odłączyłom, bo serce mi się ponadłamywało. Zeszłą niedzielę spędziłom w dużej mierze chodząc z płaczem po lesie za Zgierzem. Na plus jest fakt, że to naprawdę ładny las, a do tego odnalazłom w nim drogę, której już kiedyś szukałom. Jak się okazuje, od złej strony. Las jest mój stary, wiejski i strasznie dawno w nim nie byłom. W sumie jest to pierwszy las jaki poznałom, towarzyszy mi od dzieciństwa, ale najmniej go znam, bo zawsze się tam szło z Babcią, albo z Ojcem. Samodzielnie zaczęłom eksplorować lasy okołopabianickie znacznie później.

Tak czy owak, Zenon Nowak, wryła mi się w pamięć leśna droga, widziana tam dawno temu. Taka piaszczysta, otoczona świetlistym sosnowym drzewostanem na morenowych wzgórkach. Prościutka, wiodąca daleko. Może od tego czasu fascynują mnie drogi, do tego stopnia, że kiedyś o mały włos nie wysiadłom z pociągu na całkiem nie swojej stacji gdzieś w okolicach Wrocławia, żeby sfotografować drogę widoczną za szlabanem. Nie zdążyłom wtedy, ale za to teraz zlokalizowałom tę zapamiętaną drogę w lesie za wsią. Niebawem ją odwiedzę, mam nadzieję, że nie z płaczem.

2014-09-12 17.43.27miniKto pierwszy zgadnie dostanie ciasteczka!

Złote polskie lato

2 komentarzy

2014-09-15 17.23.13miniOpony mi się werżły, ale ta przerwa w przemieszczaniu się spowodowała sesję foto.

2014-09-15 17.23.30miniW rzeczywistości mam trochę inny kształt – mniej stożkowaty, bardziej walcowaty.

Znaczy się, biustonosz kupiłom. Zapewne przepłaciłom okrutnie, bo był to zakup spontaniczny, gnany wymogiem chwili, a konkretnie faktem, że szłom na tańce-połamańce. I tak mi się przypomniało, że poprzednim razem już po pół godzinie rytmicznych podskoków biustonosz przestał spełniać przyrodzoną funkcję, zwłaszcza że się zrobił mokry. Drogą osmozy. Ja zrobiłom się mokre najpierw.

Zatem spontanicznie i przepłacając nabyłom pancerny model sportowy, który sprawdził się świetnie w podskokach i w którym chodzę na codzień, bo chodzę wszak bardzo dynamicznie i nie lubię jak mi się popiersie koleboce. A tak pruję powietrze jak okręt fale. Wprawdzie przy zakupie owej wspaniałej bielizny pani brafitterka usiłowała mi wmówić, że cały mój tłuszcz na plecach to są piersi, które tam migrowały i teraz przelezą z powrotem na przód, ale jej wybaczyłom te herezje. Nie mogła przecież wiedzieć, że tłuste plecy miałom jeszcze zanim mi wyrosło cokolwiek, co mogłoby tam migrować. Poza tym, gdyby to wszystko teraz przeszło na przód, to nosiłobym rozmiar 75WW.

Grzybem i pędzlem

3 komentarzy

Cóż, kanie już zeżarte – nawet Matka chciała kawałek, a nowych nie widać. Wąż znowu sprawił mi zawód, bo jednego dnia wieczorem wybierał się tłumnie na grzyby, a nazajutrz rano oczywiście mu się odechciało. On mi sprawia zawód od 15 lat i jeszcze się nie przyzwyczaiłom. Wczoraj też sprawił mi zawód, ale już mi się nie chce o tym pisać. Taka karma.

Tymczasem mam urlop i już trzy dni zmarnowałom. No, może niecałe trzy, bo już dzisiaj zaczęłom wynosić z kuchni zawartość przed malowaniem. A jest tej zawartości, że ho-ho. Jak można mieć tyle rzeczy? A najśmieszniejsze jest to, że w porównaniu z resztą świata wcale ich nie ma tak dużo. Ale jak się to wszystko osobiście wynosi do pokoju obok, to jakby się te rzeczy mnożą jak króliki. I naprawdę chciałobym, żeby w tej kuchni było inaczej, ale nie mieszkam tu samo, choć przez większość czasu owszem.

Marność nad marnościami. Blaaahhh…


  • RSS