ptasia-grypa

Gniazdo Bis

Wpisy w kategorii: Lektura

Siedzę na kupie bambetli i wpatruję się w moją szafę. Żegnam się z nią, niekoniecznie czule. Wprawdzie zżyłyśmy się przez te pietnaście lat, ale jednak rupiecia nie polubiłom. Nieustawne bydlę, teoretycznie miejsca w środku dużo, ale w praktyce niełatwo nad nim zapanować. Bambetle wygarnięte, zaraz nastąpi rozkład i wyniesienie. Potem pomalowanie tego kąta i przez chwilę wielkie nic, bo zastępstwo kupię pewnie dopiero w marcu. I znów miesiąc życia w bajzlu, z kolejną kupą książek wywleczonych z bardzo głębokiej półki, ostatniego bastionu nieszczęsnej szafy.

Owa półka, naprawdę bardzo głęboka, z racji niedogodnego położenia zawierała książki bardziej pamiątkowe niż potrzebne, czy też upiększające pokój atrakcyjnym grzbietami. Na przykład wszystkie starożytne Siesickie i Snopkiewiczowe, które mój Ojciec kupował jeszcze w stanie kawalerskim dla córki, którą planował mieć. Niestety, nie trafiła mu się stuprocentowa dziewczynka, ale chociaż straszny czytok, który te książki docenił. Bo to bardzo porządna literatura i zapewne za chwilę wszystkie po raz osiemnasty przeczytam.

Wygarnęłom też nieco klasyki, opowiadania Faulknera, serię z Nike, starożytne „Serce” Amicisa zaczytane tak, że wymagało ingerencji introligatora, mały słownik rosyjsko-arabski oraz dwie pozycje, które zdecydowanie miały wpływ na moje życie.
2015-02-06 14.47.08mini
Na okładce myszka Pik, która przeżywa niezykłe przygody. Z tej książki dowiedziałom się, że nie można zawijać się na mrozie w świeżo zdartą skórę z niedźwiedzia futrem do wewnątrz. A także, że kuropatwy uciekając w zboże formują się w buteleczki na nóżkach. Urocza lektura, której skutkiem ubocznym jest ukochanie każdego kawałka przyrody.

A ta książka w zasadzie wpłynęła na mnie negatywnie.

2015-02-06 14.45.51miniA zwłaszcza to zdjęcie:

2015-02-06 14.47.47mini

Na którym Marian Glinka udaje oszczepnika. Nie wiem, co na to Poliklet, ale dla mnie Marian zgarnia całą stawkę i będzie żył wiecznie. Niestety, jego wspaniała sylwetka, wespół ze zdjęciami rzeźb greckich bogów zdobiącymi moje wydanie „Mitów Greckich” wywołała we mnie nieustający brak zadowolenia z własnego ciała. Oraz spowodowała próby samodzielnego jego wyrzeźbienia, co się jednakowoż nie udało. No i skoro nie wyglądam jak pan Marian, albo chociaż Artemida dłuta Leocharesa, to wolę wcale nie wyglądać. Choć gdyby ktoś mnie obrał z tkanki tłuszczowej i zostawił mieśnie, to kto wie.

Idą dwie kluski przez pustynię, a tu nagle wyskakuje na nie makaron i krzyczy: „Zaraz was zgwałcę!”. Na to kluski: „Ale nas jest dwie…” A makaron: „Nie szkodzi, jestem czterojajeczny!”

Zawsze mi się to przypomina, kiedy jem makaron i się chichram. I od razu wiadomo, co dziś było na obiad. W Lidlu dawali takie piękne, kolorowe makarony i choć staram się jeść kluchozaury jak najrzadziej, to temu zielonemu z czosnkiem niedźwiedzim nie dałom odporu. Makaron dobry, w praniu trochę traci kolor, czosnek niewyczuwalny.

A poza tym zawiozłom dziś Matkę do Przychodni Chorób Płuc, bo potrzebne jej nowe zaświadczenie, żeby Rodzinna mogła zgodnie z prawem oraz swym sumieniem wystawiać jej recepty. W przychodni stacjonuje odwieczna lekarka, która cierpi na lekkie rozdwojenie jaźni, znane wielu osobom, które leczą się i NFZtowo, i prywatnie. Otóż prywatnie jest empatyczna, dokładna i rzeczowa, a NFZtowo chaotyczna, roztargniona i na odwal się. Dodatkowo cierpiała dziś też na katar, co na pewno nie enhanced jej performance. Nie umiem tego po polsku powiedzieć.

Matka swego czasu dostała od niej ochrzan, jak poprosiła o jakieś badanie typu spirometria, a drugi raz dostała ochrzan, że przychodzi tylko raz do roku po to zaświadczenie. A po co ma częściej przychodzić, skoro nikt jej tam nie zbada dokładniej niż pobieżnie osłuchując? Natomiast są tacy, co przychodzą i dziś na widok zapchanej poczekalni poczułyśmy niepokój, kiedy ona to wszystko przerobi. Luźna guma, dała radę. Pacjenci wchodzili i wychodzili jak na taśmie i drugą taśmą jechali do rejestracji zapisać się na następną wizytę. Matka była jedyna, która z tej drugiej taśmy nie skorzystała. W rezultacie wizyty są na za pół roku, a pani doktor okropnie zapracowana.

Ale wcale nie narzekam jakby co. Czytam właśnie „Jak dawniej leczono” i tamci pacjenci to dopiero mieli powody do narzekania. Jeśli oczywiście udało im się przeżyć proces leczenia.

Oesu, znów zamówiłom książki. No, bo wyszła nowa Musierowicz i czuję się zobowiązane, choć przy ostatnich arcydziełach lekki paw mi wzbierał. Ale ci, co już przeczytali powiadają, że lepsze. A przy okazji jeszcze cztery inne, żeby był mniejszy ślad węglowy. A przecież dopiero co była promocja w Audiotece na polskie kryminały. No i przecież musiałom, bo Bonda i Miłoszewski nie dają mi spokoju. Tymczasem mam całe nietknięte pokłady Charlotte Link, która tak mnie zmęczyła poprzednio, że uszy mnie bolą na samą myśl. Gdyby to były książki w książce, to chyba bym spróbowało je zgubić w jakiejś bibliotece, ale pliki niech sobie siedzą na dysku, bo się wszak nie kurzą. Chyba, że ktoś chce jakiś okaz germańskiej grafomanii w mp3, to służę.

Teraz mężnie słucham drugiej części „Oblicz Victorii Bergman” i nieco mi się nudzi. Powiedziałobym, że „Millenium” to to nie jest i kiedy już się okazało to, co się okazało w pierwszym tomie ( nie chcę spoilerować ), napięcie nieco siadło. Ale nie jest aż tak źle, tylko jeszcze whole lot of files przede mną i jeszcze trzeci tom, i naprawdę nie wiem, jak autor(zy) zamierza(ją) grać na zwłokę i co tam mogą upchnąć.

A sernik, wiadomo. Jeszcze Łoterloo napisała, że piecze i mam ślinotok do kolan. Dobrze, że się profilaktycznie strasznie obżarłom na kolację, bo zaprawdę, powiadam Wam, inaczej wyskoczyłobym do lokalnego Płaza po twaróg.

Samo tego chciałom. Zakupiłom na promocji w Publio.pl zestaw audiobooków niejakiej Charlotte Link. Jest to podobno bardzo poczytna niemiecka pisarka, a jej arcydzieła siedzą w dziale Kryminał/thriller. W to mi graj, bo właśnie tego typu literaturę pochłaniam przez uszy. Niestety, zonk. Są to szalenie obyczajowe historie z wątkiem kryminalnym, z tym że śledztwo jest prowadzone w dalekim tle, a zbrodnia jest pretekstem do męczącej i przegadanej psychoanalizy bohaterów. W dwóch, których już wysłuchałom niemal od razu wiadomo, kto zabił. W trzeciej, której właśnie padam ofiarą, czytelnik jest dłużej trzymany w niepewności, w związku z czym szlag go trafia już pod koniec pierwszej części, zwłaszcza że zbrodnia następuje dopiero w drugiej. Bohaterowie wiodą ze sobą niekończące się rozmowy, które zapewne mają ich scharakteryzować, a są jedynie nudne i wkurzające. Nawet postaci drugoplanowe są tak szalenie i opisowo pogłębione psychologicznie, że ma się ochotę je zamordować. Nie wiem, kto wygra. Czy ja zmęczę książkę, czy książka zmęczy mnie.

Za to w Polityce absolutnie cudna satyra z okazji szalonego projektu ustawy pod hasłem Stop Pedofilii mającej pod pretekstem walki ze zboczeńcami na celu utrudnienie dostępu do edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Po karą więzienia! Jakkolwiek się wysilam i jakiekolwiek pokłady empatii uruchamiam nie mogę zrozumieć ludzi, którzy uważają, że rzetelna wiedza na jakiś temat może być szkodliwa. Z drugiej strony, kiedyś wiedza na temat anatomii człowieka była zabroniona, więc co ja się dziwię ludziom, którzy najwyraźniej mentalnie siedzą w Średniowieczu. Blaahh! Ehhh! Proponuję, żeby w ogóle szkoły były tylko dla chętnych, a reszta niech sobie radzi, jak uważa.

Puszek mi siedzi na głowie i czyści pierze. W rytm melodii: „Każde zwierzę dba o pierze sometimes…” Znaczy się, sypie się z niego i osiada na mnie. Józef przeczesuje mi włosy za uchem a bojaźliwe banany siedzą na monitorze i się lampią. Niestety, nie ma kto tego sfocić pamiątkowo, bo samotność mą widzę ogromną, ale przysięgam, że widok jest przedni. Z tyłu zresztą też coś widać.

Tak sobie czasem siadujemy i wtedy najwięcej surfuję po necie, bo wstać i oddalić się do obowiązków płosząc towarzystwo byłoby zaiste haniebne. Zatem siedzę skacząc z www na www i dodaję nowe blogi, które zamierzam odwiedzać. Dużo z mej starej listy jest już nieczynnych – autorzy udali się na facebooka lub przepadli w realu, ale na szczęście z linka na link uzbierałom kilka nowych, ciekawych miejsc. Do zaczytania.


  • RSS